I tak nikt tego nie czyta

Któż z nas nie „zna” się na polityce? Któż z nas nie nosi w plecaku buławy marszałkowskiej i nie marzy o zostaniu premierem? Przyznajcie szczerze, pewnie Wam się zdarza 😉

Każdemu się wydaje, że świetnie by się sprawdził w tej roli, a jego pomysły i koncepcje zmian są najlepsze i do wprowadzenia „od ręki”. Ale czemu tu się dziwić! W naszym kraju doradcami ministrów zostają 22 letnie dzieci, dziennikarze mają pamięć krótszą od przeciętnego pana żula a ich ulubione pytania zadawane politykom to „co Pan sądzi o wypowiedzi Pana X lub Y?”. My sami,  dla rozrywki, oglądamy  TVN24 lub TV Trwam nie weryfikując faktu, że obie stacje już dawno straciły kontakt z rzeczywistością. Wieczorami zaś przemieniamy się w znawców “lemingologii” i klasyfikujemy naszych znajomych według najgłupszych kryteriów jakie można wymyślić, robiąc przy tym mądre miny i tworząc systemy filozoficzne a la Platon. Ja zawsze dzielę ludzi na głupich i mądrych, korzystających z rozumu i nie. Widocznie jestem staroświecka, że nie dostrzegam tu partyjnych barw. Dla mnie debil, to debil. O!, zapomniałam oczywiście o naszych kochanych politykach, wśród których coraz trudniej trafić na kogoś dobrze przygotowanego i z powołaniem.

Dzisiaj jednak chciałabym się skupić na tym, co w rzeczywistości powinno być clou polityki a co oczywiście nigdy nim nie było i nie będzie. Trzy zupełnie zapomniane opracowania, trzy zupełnie nieomówione pozycje, czyli kilkaset drzew umierających na darmo. Zaczynamy!

Obrazek

Musicie wiedzieć, że Michał Boni jest moim politycznym idolem. Z wyglądu niepozorny, niski, szczupły, poczciwy, obładowany papierami i zamyślony. W rzeczywistości tytan pracy i człowiek, który mógłby być ministrem od chyba wszystkiego. Umysł analityczny, polityk dalekowzroczny, z wizją, taki w „klasycznym” tego słowa znaczeniu. Zajmował się wieloma sprawami, gasił niejeden pożar. Przez wielu niedoceniany, a przeze mnie wręcz uwielbiany.  Jest współtwórcą licznych raportów i strategii, ja skupię się na jednym z dokumentów – „Młodzi 2011”. To ponad 400 stron obszernego raportu o młodych ludziach, o tym jacy są, jakie mają oczekiwania, poglądy, postawy. Oprócz rzetelnych opisów, mamy tu multum diagramów, tabel, wykresów, odnoszących się zarówno do sytuacji bieżącej, jak i zmian historycznych. Wszystko jest na tacy: demografia, edukacja, konsumpcja, czas wolny, zdrowie czy spójność społeczna. Czytałam w obszernych fragmentach, za każdym razem będąc pod wrażeniem precyzji spostrzeżeń i bardzo szczegółowych badań (nawet przypisy są zrobione perfekcyjnie;)). Czapki z głów. Można by było na podstawie „Młodych 2011”  zrobić opracowanie strategiczne, pokusić się o jakąś spójną wizję, wytyczyć długoterminowe działanie i zacząć je w końcu realizować. Czy coś takiego ma miejsce? Nie! I to pomimo arcyciekawych „rekomendacji dla polityk publicznych” zamieszczonych na końcu raportu. Polska polityka toczy się z dnia na dzień, bez żadnej wizji, bez żadnego pomyślunku, bez żadnej strategii, bez żadnej debaty publicznej. W tym miejscu przyklasnę tylko Michałowi Boniemu, że zebrał wokół siebie silną ekipę i stworzyli ten raport. Może przeczytało go ze 100 osób w kraju. Brawo!

Idziemy dalej. Kampania wyborcza to dla mnie święto. Jako typowy leming ze smutkiem stwierdziłam, że jednak interesuję się polityką, przez lata działałam w wolontariacie, młodzieżówce i spędziłam niezliczone godziny w terenie, rozmawiając z wyborcami i próbując ich przekonać do tego, w co wierzę. Oczywiście, w konsekwencji  nie miało to większego sensu, bo i tak większość wyborców wrzuca materiały wyborcze do kosza i wie na kogo oddać swój głos, ale to już inna bajka. Nauczyłam się za to  jednego – w Internecie możesz sobie anonimowo albo i nie, pisać co chcesz, gorzej wypada to w bezpośrednim kontakcie z ludźmi. Dlatego z ogromnym zainteresowaniem zobaczyłabym w „akcji terenowej” kilku „publicystów”, tak świetnie realizujących się przed ekranem komputera i niektórych polityków z pierwszych miejsc na listach. A propo ulotek, ja nawet nie pytam co to za partia, tylko od razu zabieram i czytam. Wszystkie! Polecam, ciekawa lektura. Na takiej samej zasadzie przygarnęłam program wyborczy PO – „Następny krok. Razem” z 2011 roku. Przyznaję, trudny do zdobycia, dostępny chyba tylko w słynnych „Tuskobusach”. Gdy mój kolega próbował zdobyć program PiS w siedzibie partii został potraktowany jak szaleniec, a gdy udał się do biura SLD nikogo nie było na posterunku. Pomijając fakt, że oczywiście nikt nie czyta tych programów, nawet sami politycy, stwierdzę uczciwie: naprawdę warto. Sporo tu propagandy, ale w przypadku programu PO, podział na działy a w ich obrębie na „czego dokonaliśmy” i „co zrobimy” mnie przekonuje. Dlaczego? Bo jest przejrzysty i klarowny. Szybko można wyszukać potrzebne informacje i rozliczać z pracy. Czy my jako wyborcy to robimy?

Lecimy dalej – think tanki. W Polsce oczywiście niby istnieją, ale ich zasięg i siła oddziaływania nadal niestety jest niewielka. We Wrocławiu, w którym mieszkam, kojarzę np. tylko jedno spotkanie Instytutu Obywatelskiego poświęcone polskiej Prezydencji, w innych miastach były pewnie częstsze. Przy każdej partii jakiś TT działa, ale czy politycy o tym słyszeli? Czy wyborcy mają dostęp do ich opracowań i  raportów? To już osobna kwestia. W moje łapki trafiło opracowanie „Wolność. Równość. Uniwersytet” pod redakcją Cezarego Kościelniaka i Jarosława Makowskiego z Instytutu Obywatelskiego (jest to think tank PO). Jeszcze nie skończyłam czytać, ale jest ono bardzo interesującym studium tego jak zmienia się szkolnictwo wyższe na świecie, jakie wyzwania przed nim stoją i co najważniejsze, opisuje konkretne rozwiązania w innych krajach. Możemy się dowiedzieć jak wygląda sytuacja w Anglii, Francji, Rosji, Niemczech i we Włoszech. Warto nadmienić, że piszą o tym autorytety z tych krajów a nie polityczni “znafcy” mający trudności z opanowaniem wiedzy z zakresu podstawówki. Fajna sprawa, szkoda tylko, że nikt tego nie czyta.

AK

Reklamy

One comment

  1. Przykro mi bardzo, ale niestety nie udało mi się przeczytać tego wpisu do końca- to nie na moje nerwy. Po pierwsze nawet gdyby partia która jest rekordzistą w ściemnianiu wykonała choćby 10% tego co założyła w programie to i tak jest partią cofniętą o 2 lata w stosunku do PIS’u który zatwierdził swój program dla młodych w 2009r.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: